Beata rodziła dzieci i czekała, aż umrą. Kilkoro udusiła pępowiną. Pięć malutkich ciał w Hipolitowie

2026-06-09 9:27

Beata Z., nazwana dzieciobójczynią z Hipolitowa, miała według śledczych pozbawić życia nawet sześcioro swoich nowo narodzonych dzieci. Jednego z zabójstw nigdy jej nie udowodniono, ale ustalenia w sprawie pozostałej piątki i tak mroziły krew w żyłach. Kobieta rodziła maleństwa, a później zostawiała je praktycznie bez żadnej opieki, czekając, aż przestaną oddychać. Charakter jej działań nie był przypadkowy, bo przecież nie zdarzył się raz. Beata Z. znowu zachodziła w ciążę i powtarzała drastyczny schemat z każdym kolejnym dzieckiem. Szczegóły mrożą krew w żyłach.

Pierwsze dziecko Beata Z. urodziła w 2000 roku. Kolejne porody miały mieć miejsce w 2003, 2008, 2010 i 2012 roku. Trzech chłopców, dwie dziewczynki - tak przynajmniej wynika z ustaleń prokuratury, której ostatecznie udało się udowodnić pięć morderstw, jakich miała dopuścić się kobieta. Pierwotne działania prowadziły jednak do tego, by postawić kobiecie jeszcze szósty zarzut, bo dysponowano dowodami i zeznaniami świadków, które wskazywały na to, że dzieciobójczyni z Hipolitowa była w ciąży sześć razy. Ostatecznie nie udało się tego potwierdzić. Jednocześnie funkcjonariusze przyjęli teorię, że w przeciwieństwie do pozostałych, piąte maleństwo podejrzana postanowiła zabić w nieco inny sposób – topiąc je w pobliskim stawie. We wrześniu 2008 roku szukano dziecka w bajorku przeciwpożarowym, wypompowywano wodę, dokonywano penetracji dna. Bezskutecznie. Zwłok nigdy nie udało się odszukać, mimo zabezpieczenia masy błotnej oraz kamienia owiniętego sznurkiem wraz z garścią szmat. Ale Beata Z. i tak odpowiedziała przed sądem za wielokrotne zbrodnie.

Beata pozostawiała dzieci w różnych, dziwnych miejscach. Gdy przestawały oddychać, pozbywała się ciał

Przebieg jej działań miał wyglądać za każdym razem podobnie. Podejrzana rodziła dzieci w zaciszu domowym, a później odstawiała je w różne, dziwne miejsca, i odchodziła. Maluchy, bez odpowiedniej opieki i warunków, same nie miały szans na przeżycie. Gdy przestawały oddychać, ona pozbywała się ciał. Nie podjęła żadnych starań, by je ratować.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

W mediach krążyło wiele teorii spiskowych, plotek i domysłów na temat tego, co Beata Z. robiła z ciałami noworodków. Serwis Polityka w swoim reportażu, przytaczając policyjne komunikaty, wyliczał niektóre z nich. Jedno dziecko kobieta miała zawinąć w kocyk i zakopać w ogródku. Inne znaleziono w stodole, a jeszcze kolejne na strychu, ułożone w tekturowych pudełkach. Właściwie już tylko materiał biologiczny, bo ciało było w stanie dalekiego rozkładu. Ta historia, która zdawała się najbardziej makabryczna, mówiła o tym, że raz Beata Z. miała rzekomo odkopać zwłoki córeczki z ziemi, a potem zanieść je do budy psa, by ten pożarł ciało, i pozbyć się dzięki temu dowodów. Tych makabrycznych szczegółów śledczy jednak nigdy oficjalnie nie potwierdzili, więc trudno powiedzieć, na ile były to wymysły części dziennikarzy, a na ile prawdziwe informacje. Sprawa była bardzo delikatna, huczała o niej cała Polska i prokuratura, z uwagi dobro śledztwa, była niezwykle powściągliwa w udzielaniu wszelkich wieści na temat postępowania.

Beata Z. pochodziła z rodziny wielodzietnej. Była piątym dzieckiem swoich rodziców w kolejności, a ci doczekali się łącznie siódemki. W wieku nastoletnim ich córka sprawiała problemy wychowawcze, dużo wagarowała, nie potrafiła sobie ułożyć później życia. Portal „Polityka” relacjonował, że mundurowi początkowo powiedzieli matce Beaty, że ta nie tylko zostawiała dzieci na pastwę losu, ale też brutalnie je mordowała. Miała czekać, aż urodzi łożysko, by później za jego pomocą dusić noworodki. Nie podwiązywała im nawet pępowiny, bo chodziło jej o wykrwawienie. W toku śledztwa, przy jednym z pierwszych przesłuchań, kobieta przyznała się nawet do zarzutów dotyczących zabójstwa dzieci. Mówiła wówczas, że to postawa jej partnera, który nie interesował się jej stanem błogosławionym, miała decydować o narastającej nienawiści wobec maluchów. Te zeznania Beata Z. często jednak zmieniała, a na początku procesu, który ruszył w jej sprawie, stwierdziła że wcale nie mordowała dzieci. Przyznała się jedynie do nieudzielenia im pomocy, pozostawienia ich samym sobie. Przebieg pozbawiania życia noworodków wydawał się więc niejasny.

Nie każde dziecko pozbawiła życia. Dwójka przeżyła. "Cała wieś huczała"

W przeszłości Beata Z. również doczekała się dzieci, którymi jednak zajmowała się należycie. W wieku 18 lat wyszła za mąż za swojego wujka w Hipolitowie, a owocami tego związku była dwójka maluchów. Ich nie zabiła. Cała wieś huczała, że małżeństwo z dość bliskimi członkami rodziny jest dziwne i niepokojące, ale to nie zrażało kobiety. Po śmierci pierwszego męża, również związała się z innym wujkiem, mieszkającym cztery domy dalej. Mieszkańcy plotkowali, że Beata Z. prowadziła rozwiązły tryb życia, że nie wiadomo, kto był ojcem mordowanych dzieci, lecz postępowanie dotyczące wątków obyczajowych w sprawie zostało utajnione.

Czytaj także:  Paulina zabiła troje dzieci! Najmłodsze miało 8 miesięcy, najstarsze 4 lata. Babcia odkryła makabrę

Wiadomo natomiast, że zbrodnię córki mocno przeżyli jej rodzice, z którymi ta nie utrzymywała szczególnie wylewnych kontaktów. Ojciec często później dopytywał, czemu to zrobiła i gdzie jest piąte ciało, a matka podczas wizji lokalnej zalewała się łzami. - Czego płaczesz, mamo, jak to się już stało? - miała jej wówczas powiedzieć Beata. Z nerwów i wielkich emocji, starsza kobieta niedługo potem zemdlała i konieczne było udzielenie jej pomocy medycznej.

Miejscowość, w której mieszkała podejrzana, to Hipolitowo w województwie podlaskim, liczące dosłownie kilkanaście domów wzdłuż asfaltowej drogi. Zamknięta społeczność, która wiedziała o sobie wszystko, choć sąsiedzi w zeznaniach zarzekali się, że nie mieli pojęcia o ciążach Beaty. Ta miała je skrzętnie ukrywać, a potem rodzić w tajemnicy. Gdy ktoś dopytywał o stany błogosławione, zaprzeczała. Robiła, co mogła, by nie było widać okrągłego brzucha. W upalne dni kobieta chodziła ubrana od stóp do głów, niemiłosiernie się pocąc. Mimo tego, poza podejrzliwymi spojrzeniami, miała nie wzbudzać sensacji. W późniejszym raporcie, który powstał na zlecenie śledczych, eksperci wskazywali, że wieś była specyficzna, różniąca się od podobnych miejscowości tego typu – między sąsiadami miały nie zacieśniać się relacje międzyludzkie, w okolicy brakowało nawet lokalnego sklepiku, przy którym można by o Beacie Z. poplotkować.

- Mogła być w ciąży nawet osiem razy, ale z tego latało po podwórku tylko dwoje, tych urodzonych w 2002 i 2005 roku. Jakie kryteria przyjmowała, że jedne ocaliła, a innych nie? Trudno powiedzieć – relacjonowali sąsiedzi w rozmowie z dziennikarką „Polityki”. Skoro dwoje dzieci żyło, pozostała szóstka. Na morderstwo pięciu maluchów znaleziono dowody.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

"Potwór z Hipolitowa", krzyczeli na Beatę. Ale wcześniej nikt nie zauważył problemu

Czy to możliwe, że nikt w okolicy nie dostrzegł problemów w domu kobiety? Beata Z. znajdowała się przecież pod opieką pracownika socjalnego, a później kuratora sądowego. Wizytacje miały zacząć się na podstawie donosu, zgodnie z którym podejrzana miała nadużywać alkoholu i przyjmować obcych mężczyzn na libację. Z akt wynika, że przeprowadzono z nią wiele rozmów, były prośby i pouczenia, które przyniosły czasowy skutek. Po narodzinach dwójki dzieci, którymi Beata Z. dobrze się zajmowała, rozmawiano z nią nawet na temat antykoncepcji i oferowano pomoc ginekologa. - Przez kuratora była wizytowana zawsze z zaskoczenia, przynajmniej raz w miesiącu, regularnie raportowana do teczek. Spokojna w rozmowie, niewulgarna, nałogowo paląca po trzy paczki, w domu często nieład, ale dzieci nie chodziły głodne, raz pojawiała się w szkołach na wywiadówkach, innym razem nie. Przestała nadużywać alkoholu z powodu chorej nerki. Nigdy roszczeniowa, ani kłótliwa. Sytuacja finansowa dobra, żyje z pieniędzy za 15 hektarów dzierżawy, starsze mają renty po ojcu, latem zbiera grzyby i jagody – relacjonowała Polityka.

Zobacz również:  Babka kopała dół, matka stała na czatach. Zasypały noworodka żywcem, dziecko nie przeżyło. Leżał pod kurnikiem

W jednym z raportów zaznaczono, że latem przyjęła pracownika w kurtce zimowej. Ciążowy brzuch tłumaczyła otyłością. A że urzędnicy nie mieli prawa kazać jej się rozebrać, próbowali poznać prawdę w inny sposób: rozpytując sąsiadów. Nikt jednak nie chciał niczego powiedzieć, albo twierdzili, że nie wiedzą. Gdy brzuch Beaty znikał, oznajmiała, że udało jej się zrzucić zbędne kilogramy. W końcu pracownice socjalne postanowiły wezwać służby. Dzwoniły po okolicznych szpitalach i oknach życia, potem wykręciły numer alarmowy. W ten sposób, po nitce do kłębka i przy licznych przesłuchaniach kobiety, udało się poznać prawdę o ciążach Beaty Z. i o tym, że pozbawiała swoje dzieci życia.

Do aresztowania kobiety doszło jesienią 2012 roku, ale proces ruszył w listopadzie 2013 roku. To pierwsze zeznania oskarżonej, kiedy przyznała się do pięciu zabójstw, zostały uznane przez sąd za kluczowe i najbardziej wiarygodne. Beata Z. próbowała co prawda zmieniać swoje tłumaczenia, lecz wymiar sprawiedliwości stwierdził, że pierwsza wersja wydarzeń, przedstawiana przez nią na gorąco i w pewnym zaskoczeniu, bo nie spodziewała się zatrzymania, jest tą prawdziwą. - Chciała wyrzucić z siebie tę tragedię, którą cały czas w sobie nosiła - mówił w uzasadnieniu przewodniczący składu orzekającego, sędzia Jan Leszczewski. Zgodnie z ustaleniami, wszystkie dzieci miały urodzić się żywe, a o ciążach wiedział konkubent kobiety, który w procesie odmówił składania wyjaśnień. Nie udało się natomiast potwierdzić, czy o stanie błogosławionym Beaty Z. wiedzieli okoliczni mieszkańcy. Sąd stwierdził, że działania oskarżonej były zorganizowane i zaplanowane. Skutecznie ukrywała ciąże, wielokrotnie im zaprzeczała, samodzielnie dokonywała porodów w tajemnicy przed innymi, a potem chowała zwłoki dzieci w różne miejsca.

Mecenas Edyta Tawrel, która w procesie pełniła rolę adwokata oskarżonej, wnosiła o uniewinnienie swojej klientki z uwagi na fakt, że brak było twardych dowodów na dopuszczenie się przez nią morderstw, o które ją oskarżano. Powoływała się między innymi na opinie biegłych, którzy często mówili o tym, że Beata Z. prawdopodobnie miała coś zrobić, a nie na pewno. Proces w jej ocenie był poszlakowy, bo dzieci mogły też ginąć z wyniku poważnych wrodzonych wad lub z innych powodów, niż działania oskarżonej. - Wszystkie niedające się usunąć wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść oskarżonej, bo mamy w Polsce zasadę domniemania niewinności – mówiła mecenas. Sama Beata Z. również wnosiła o uniewinnienie.

Prokurator Janusz Sobiewski z Prokuratury Okręgowej w Łomży był natomiast przekonany, że w tej sprawie musi zapaść wyrok skazujący, a kara powinna być wysoka.

Sąd nie miał wątpliwości, że Beata jest winna. Nie usłyszała jednak najwyższego wymiaru kary

Ostatecznie, zgodnie z podjętą przez sąd decyzją, Beata Z. została skazana na 25 lat pozbawienia wolności. Nie zasądzono dożywocia, ponieważ zdaniem sędziego 25 lat spełni rolę wychowawczą i ochroni zarówno skazaną przed popełnieniem podobnych przestępstw, jak i innych przed złem, które mogłaby im uczynić. Kara dożywocia, której oczekiwała prokuratura, byłaby zdaniem sądu karą noszącą znamiona zemsty za śmierć dzieci, a nie o zemstę w wydawaniu wyroków chodzi.

W październiku 2014 roku, Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał karę pierwszej instancji. W uzasadnieniu poruszono jednak wątek otoczenia kobiety, w tym jej partnera czy niewrażliwych mieszkańców niewielkiej miejscowości. Nie można bowiem usprawiedliwiać tego, co zrobiła, ale czy ojciec także nie był odpowiedzialny za los tych dzieci? - pytał sąd. Konkubent oskarżonej nie usłyszał żadnych zarzutów, ponieważ nie znaleziono dowodów na jego współudział.

Finalnie Beata Z., już wyrokiem prawomocnym, została skazana za zabójstwo pięciorga noworodków na 25 lat więzienia.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Były ciąże, nie ma dzieci. Beata z Hipolitowa
Pokój Zbrodni
Jak naprawdę zginął Łukasz Litewka? Szokujące kulisy | Pokój ZBRODNI

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki