- Rodzina Czarka twierdzi, że chłopiec od lat był prześladowany przez rówieśników.
- Jedenastolatek miał być wyśmiewany z powodu wyglądu i wagi.
- Dyrektorka szkoły zapewnia, że wcześniej nie było żadnych niepokojących sygnałów.
Rodzina 11-letniego Czarka, który zaatakował siekierką 10-letnią Nikolę w szkole w Ptakach, twierdzi, że chłopiec miał doświadczać przemocy rówieśniczej. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, starsi uczniowie mieli wyśmiewać jego wygląd i wagę. Dziadek chłopca przekazał, że wnuk bał się zgłaszać problem, ponieważ obawiał się nasilenia prześladowania. Matka 11-latka powiedziała gazecie, że u syna stwierdzono depresję i że nie radził sobie z hejtem. Dyrektorka szkoły Hanna Florczyk stanowczo zaprzecza jednak, by placówka wiedziała o takich zdarzeniach. – Nie był gnębiony. Na pewno nie w szkole – powiedziała „Gazecie Wyborczej”.
W całej placówce uczy się zaledwie 79 uczniów. W klasie 5, do której chodzi Czarek jest dziesięcioro dzieci, a w grupie Nikoli zaledwie siedmioro. Z kolei w rozmowie z Super Expressem Hanna Florczyk podkreśla, że Czarek nigdy wcześniej nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. - Nie było żadnych niepokojących oznak czy sygnałów, że w jego życiu dzieje się coś złego, co mogłoby doprowadzić do tak dramatycznego wybuchu agresji - podkreśla dyrektorka.
Czytaj też: Czarek zaatakował Nikolę toporkiem. Matka chłopca czeka na spotkanie z synem
Do ataku doszło we wtorek, 22 września, tuż przed godz. 8 w szkole w miejscowości Ptaki w powiecie kolneńskim. Według wstępnych ustaleń policji 11-letni chłopiec wszedł do budynku i na korytarzu zaatakował toporkiem przypadkową, nieznajomą mu 10-letnią uczennicę. Napastnika obezwładnił ojciec jednego z uczniów. - Spojrzałem kątem oka i zobaczyłem, jak ten chłopiec wyskakuje z łazienki i z furią macha siekierką nad głową dziewczynki - opowiadał "Faktowi" pan Mariusz. - Złapałem go za rękę, wyrzuciłem toporek i wepchnąłem go pod ławkę - dodaje mężczyzna.
Ranna dziewczynka jak i napastnik trafili do szpitala.