Przygraniczne Sejny przeżywają najazd kierowców zza wschodniej granicy. Litwini z zazdrością patrzą na cenniki na polskich stacjach i, jeśli tylko mogą, przyjeżdżają tankować u nas. Różnica w portfelu jest wyraźna. Na Litwie litr diesla kosztuje nawet 2,30 euro, a benzyna 1,80 euro. Wybierając polską stację, goście oszczędzają około 0,30 euro na litrze.
- Jedziemy z żoną i dziećmi do Warszawy, na 3 dniowy urlop. To oczywiste, że w drodze wolimy zatankować już po waszej stronie. Każdy szanuje swój portfel. Nasz rząd też zapowiada jakieś kroki chroniące nas, ale póki co cena na stacjach to 2.2 Euro! - mówi Donatas Suchanka (46 l.) przedsiębiorca z Druskiennik.
Czytaj też: Kontrole na granicach przedłużone. Rząd tłumaczy: „Wciąż istnieje poważne zagrożenie”
W kolejkach do dystrybutorów ustawiają się sznury aut. Niektórzy tankują tylko do pełna, inni przywożą w bagażnikach dodatkowe zbiorniki, by zrobić zapas. Kierowcy przyznają, że ich rząd obiecuje zmiany i obniżki wzorem Polski, ale na razie kończy się na zapowiedziach.
Czytaj też: 213 km/h na ekspresówce. Ukrainiec w Lamborghini zatrzymany przez policję
- Przyjechałem na przedświąteczne zakupy. Różnice w cenach są ciągle widoczne. A to ze mogę zatankować przy okazji do pełna tylko czynie moja podróż bardziej opłacalną. Na każdym litrze oszczędzam 0,3 Euro. To sporo - opowiada nam Waldas Lukajtis (67 l.) z Druskiennik.