Pan Andrzej zyskał „absolutny szczyt techniki”
Pan Andrzej przeszedł zabieg w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku. Lekarze wszczepili mu nowoczesny system stymulacji serca nowej generacji. To pierwsza taka operacja na Podlasiu.
- Jestem kombatantem tutejszej kardiochirurgii - mówi z uśmiechem mężczyzna. - Przeszedłem trzy bardzo poważne operacje na otwartym sercu i mam wszczepiany już czwarty rozrusznik. Ale tym razem to coś zupełnie innego. Absolutny szczyt techniki! Różnicę poczułem od pierwszej minuty po zabiegu!
Problemy zdrowotne zaczęły się lata temu. Jako młody chłopak trenował kolarstwo, ale szybko zauważył, że jego organizm nie wytrzymuje takiego wysiłku jak u innych zawodników. - Nie wiedziałem wtedy, że mam wadę zastawki serca. Całe życie tłumaczyłem sobie, że po prostu szybciej się męczę - wspomina.
W 2017 roku lekarze odkryli u niego tętniaka aorty tuż przy sercu. Był wielkości kurzego jaja. Operacja ratowała życie. Wtedy też medycy zauważyli poważną wadę zastawki. - Powiedzieli mi wprost, że kolejna operacja to tylko kwestia czasu - opowiada pan Andrzej.
Rzeczywiście, w 2021 roku przeszedł następny ciężki zabieg. Wszczepiono mu wtedy rozrusznik serca. Od tamtej chwili był całkowicie uzależniony od urządzenia. Niestety, pojawiły się komplikacje. Elektrody wszczepione do mięśnia sercowego uległy zakażeniu. - Trzeba je było dosłownie wyszarpać z serca i walczyć ze stanem zapalnym. Potem dostałem kolejny rozrusznik. Żyłem, ale co to było za życie… Po kilku krokach łapałem zadyszkę. Chodziłem od ławki do ławki. Po trzech operacjach serca i trzech rozrusznikach czułem się jak zombie - mówi 64-latek.
Urządzenia jak „naboje” zmieniły życie pana Andrzeja
Przełom przyszedł niedawno. - Lekarz, doktor Marcin Witkowski, pokazał mi dwa małe urządzenia. Wyglądały jak naboje! Powiedział: „Panie Andrzeju, to panu pomoże”.
Nowoczesny system działa inaczej niż klasyczny rozrusznik. Jedno mikrourządzenie trafia do przedsionka serca, drugie do komory. Oba komunikują się ze sobą bezprzewodowo i synchronizują pracę całego serca z dokładnością do milisekund. - Usłyszałem od lekarzy, że moje serce będzie pracowało niemal jak zdrowy organ. Nie tylko utrzymają mnie przy życiu, ale wreszcie przywrócą normalne życie - opowiada wzruszony.
Pan Andrzej obserwował zabieg na monitorze. - To było niesamowite! Najpierw wszczepili pierwszy „nabój”, po kilku miesiącach drugi. A ja praktycznie od razu poczułem różnicę. Zniknęły duszności i zawroty głowy.
Dziś opuszcza szpital, trzymając za rękę ukochaną żonę Małgorzatę (61 l.), którą poznał jeszcze na studiach inżynierskich w Białymstoku. - My tak całe życie. Za rękę przez dobre i złe chwile - mówi pani Małgorzata.