Ojciec potrącił 4-letniego syna, a trzy lata wcześniej pod jego kołami zginęło niemowlę. Prokuratura w szoku

Na jednej z posesji w Boćkach (Podlasie) doszło do dramatycznego zdarzenia. Ojciec, cofając samochodem, potrącił swojego 4-letniego synka. Chłopiec znalazł się pod kołami przyczepki, która była podczepiona do auta. Jak się okazuje, trzy lata wcześniej, niemal tego samego dnia, ten sam mężczyzna śmiertelnie potrącił swojego innego syna, 10-miesięczne niemowlę. Wówczas dziecko nie przeżyło. - Odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym - powiedział wprost zszokowany prokurator. Szczegóły poniżej.

Dłonie ratownika medycznego trzymające uchwyty noszy przy karetce. O wypadku w Boćkach przeczytasz na SE Białystok.
Autor: Freepik.com

W niedzielę, 16 sierpnia 2026 roku, około godziny 9:00 policja otrzymała zgłoszenie, że na jednej z posesji w Boćkach mieszczących się na Podlasiu doszło do potrącenia małego dziecka. Miał go dokonać 47-letni mężczyzna, kiedy cofał swoim samochodem. Jego 4-letni syn znalazł się wówczas pod kołami przyczepki, która była podczepiona do auta. Sprawca osobiście wezwał pomoc, zarzekał się, że nie zauważył dziecka i nie chciał zrobić mu krzywdy. Maluch natychmiast trafił do szpitala, przewieziony tam przez śmigłowiec. Szczęśliwie nic poważnego mu się nie stało, trafił jednak pod obserwację i na leczenie z powodu stłuczenia płuc. Interwencja chirurgiczna nie była wymagana, a chłopiec ma zostać wypisany do domu w ciągu tygodnia. Ale sprawa ma drugie dno, bo trzy lata wcześniej ten sam mężczyzna w bardzo podobny sposób potrącił swojego innego syna, 10-miesięczne wówczas niemowlę. Dziecko nie przeżyło. Teraz 47-latek został aresztowany przez policję.

Czytaj także:  Ojciec potrącił 4-letniego syna w Boćkach. Dziecko wpadło pod przyczepę

- 47-latek mówił, że wykonywał prace na swojej posesji, chciał przestawić samochód i nie wie, jak dziecko dostało się pod koła przyczepki. Był przekonany, że chłopczyk jest w domu, ponieważ kilka minut wcześniej poszedł po wodę - relacjonowała nadkomisarz Agnieszka Dąbrowska z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim.

Mężczyzna przyznał się do winy, usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi mu do pięciu lat więzienia. W 2023 roku, mimo tragicznych skutków potrącenia, nie trafił za kraty. Teraz werdykt może być inny. Szczegóły poniżej.

Trzy lata później, w niemal ten sam dzień, schemat został powtórzony. Szczęśliwie tym razem dziecko przeżyło

Reporter TVN24 ustalił, że zdarzenie z 2023 roku, w którym zginęło 10-miesięczne niemowlę i o którym do dziś pamiętają mieszkańcy, ma wspólny mianownik z tym, co stało się teraz: mianowicie sprawcę. Ten sam mężczyzna potrącił na tej samej posesji swoje inne dziecko.

- Odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym. Tamto zdarzenie miało miejsce trzy lata temu: 26 sierpnia, a to 16 sierpnia. Był to ten sam samochód terenowy. Z tym, że teraz dziecko zostało przejechane przez przyczepkę lekką podczepioną, a wówczas bezpośrednio przez sam samochód - potwierdził Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim, w rozmowie z TVN-em.

Trzy lata temu chłopiec nie przeżył, zmarł w wyniku odniesionych obrażeń po potrąceniu. Ojciec chciał wówczas podjechać samochodem bliżej domu z dalszej części podwórka i potrącił raczkujące niemowlę, które niezauważone wydostało się na posesję. Wtedy uznano, że sama śmierć potomka w tak tragicznych okolicznościach jest dostateczną karą, więc mimo pierwszego wyroku, w którym skazano mężczyznę na osiem miesięcy więzienia, w apelacji zdecydowano się o ograniczeniu kary do grzywny: dwóch tysięcy złotych. Ojciec nie trafił do więzienia. Co ciekawe, surową karę otrzymał za to dziadek dziecka, który namawiał rodziców chłopca do składania fałszywych zeznań, tworzył spreparowane dowody i zacierał ślady przestępstwa. W drugiej instancji śledztwo umorzono, bo senior zmarł.  

A czego teraz może spodziewać się 47-latek? Niewykluczone, że sąd będzie bardziej surowy, choć prokuratura twierdzi, że nic nie wskazuje na celowe działanie. Prawdopodobnie mężczyzna znowu popełnił błąd i był nieostrożny, dlatego doszło do tragedii. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Sonda
Jak oceniasz działanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce?
Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki