Do tragedii doszło 22 listopada w Szumowie (województwo podlaskie). Irena Rupińska i 2-letni Boguś nie zawinili. Nikt nie mógł przewidzieć, że w domu zapali się nawilżacz powietrza. Jedna z najbogatszych Polek zmarła, chłopczyk trafił do szpitala. Stamtąd również napłynęły tragiczne wieści. Lokalna społeczność pogrążyła się w żałobie. Większość bardzo lubiła Rupińską. - To nie była milionerka z listy Forbesa, tylko swojska babka. Nasza Irenka - mówili znajomi w rozmowie z "Super Expressem". Nic więc dziwnego, że w piątek (28 listopada) na pogrzebie widzieliśmy tłumy. - Żaden człowiek o dobrym sercu nie żyje dla siebie. Irenka była tego najlepszym przykładem. A obok niej mały Boguś. Dziecko, którego imię dziś wypowiadamy ze ściśniętym gardłem. Dziecko niewinne, delikatne, z tym jasnym niebieskim szerokim spojrzeniem i uśmiechem - mówił proboszcz parafii, ksiądz Sławomir Grodecki.
Grób Ireny i Bogusia utonął w kwiatach
W pogrzebie uczestniczył m.in. biskup Tadeusz Bronakowski z diecezji łomżyńskiej oraz Stefan Krajewski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W piątek flagi przed budynkiem Urzędu Gminy Szumowo oraz budynkami jednostek organizacyjnych gminy były opuszczone do połowy masztu albo przewiązane kirem. Odwołane zostały wszystkie imprezy organizowane przez gminę. Myśli niemal całej społeczności krążyły wokół Ireny Rupińskiej i jej wnuczka. Po uroczystości grób kobiety i 2-latka utonął w kwiatach. Na widok pluszaka, który strzeże mogiły łzy same płyną do oczu. To była piękna ceremonia.
- Irenka była człowiekiem dla którego dobroć i bliskość było czymś naturalnym. Ludzie do niej lgnęli, bo potrafiła słuchać, wspierać, żartować, rozładowywać napięcia. Miała w sobie tę niezwykłą cechę, którą dzisiaj nazwiemy "obecnością" - wspominał zmarłą ksiądz proboszcz. - Wprowadzał radość, energię. Wszędzie było go pełno. Dla bliskich był skarbem - dodał kapłan, wspominając Bogusia.
Rodzinie i przyjaciołom zmarłych składamy wyrazy współczucia.