Buda Ruska pełna gości. Stoły, kwiaty i regionalne nalewki
Najpierw było słychać trzask samochodowych drzwi, gwar rozmów i brzęk butelek. Kilka godzin później nad Budą Ruską popłynęły dźwięki skrzypiec. W sobotę, 25 lipca, spokojna na co dzień posiadłość Komorowskich na Suwalszczyźnie zamieniła się w miejsce dużego rodzinno-towarzyskiego spotkania.
Pierwsi goście pojawili się jeszcze przed godziną 19, a później samochody zaczęły przyjeżdżać jeden za drugim. Było ich tak wiele, że auta z trudem mieściły się na terenie posesji. Część pojazdów zatrzymywała się przy drodze, a ruch wokół domu trwał przez kilka kolejnych godzin.
Nad bezpieczeństwem wydarzenia czuwali funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. W ogrodzie rozstawiono duże namioty, pod którymi przygotowano elegancko nakryte stoły. Białe obrusy, pokrowce na krzesłach, kieliszki, serwetki i delikatne oświetlenie stworzyły atmosferę letniego bankietu.
Na gości czekało wiele potraw. Na szwedzkich stołach pojawiły się ryby, mięsa, tortille, pierożki, sałatki oraz kolejne gorące dania. Nie zabrakło także deserów, w tym lodów. Kelnerzy przez cały wieczór donosili napoje i zbierali naczynia.
Solenizantka otrzymywała przede wszystkim kwiaty. Prezenty były bardziej symboliczne niż w poprzednich latach, ale nie zabrakło również butelek. Na stołach dominowały – zgodnie z tradycją regionu – domowe nalewki, nazywane często „duchem puszczy”. Był także szampan i uroczyste toasty.
Bronisław Komorowski przez długi czas nie miał jednak okazji spokojnie wznieść kieliszka za zdrowie żony. Były prezydent większość wieczoru spędził, doglądając przygotowań, rozmawiając z obsługą, sprawdzając ustawienie stołów i witając kolejnych gości. W organizacji pomagał także jeden z synów pary, który kierował przybywających do odpowiednich miejsc.
Anna Komorowska również nie mogła liczyć na chwilę odpoczynku. Co chwilę ktoś podchodził do niej z kwiatami i życzeniami, a telefon solenizantki niemal bez przerwy dzwonił. Osoby, które nie mogły pojawić się osobiście, przekazywały jej życzenia na odległość.
Wśród zaproszonych znaleźli się członkowie rodziny, sąsiedzi i wieloletni przyjaciele Komorowskich. Pojawił się także były sołtys Budy Ruskiej. Choć wydarzenie miało duży rozmach, atmosfera pozostała swobodna i rodzinna.
Muzyka ze Śląska na zakończenie wyjątkowego wieczoru
Najbardziej uroczysty moment nastąpił po przyjeździe specjalnych gości z Katowic. Do Budy Ruskiej przybyła grupa skrzypaczek, które przygotowały koncert specjalnie dla Anny Komorowskiej.
Gdy artystki uniosły smyczki, rozmowy ucichły, a wszyscy skupili się na muzyce. To właśnie wtedy Bronisław Komorowski znalazł chwilę, by usiąść obok żony i wznieść z nią toast lampką szampana.
Pod rozświetlonymi namiotami nadal trwało przyjęcie, podawano kolejne dania i regionalne nalewki. Jednak przez kilka chwil w ogrodzie zapanowała wyjątkowa cisza – przerywana jedynie dźwiękiem skrzypiec.
Wieczór, który rozpoczął się od trzasku samochodowych drzwi i gwaru rozmów, zakończył się koncertem pod suwalskim niebem.