- W podstawówce w Ptakach pod Kolnem 11-letni chłopiec zaatakował toporkiem 10-letnią dziewczynkę Nikolę na korytarzu, tuż przed godziną 8.
- Nikola odniosła obrażenia głowy i trafiła do szpitala w Białymstoku. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, a jej stan jest stabilny.
- Atak został przerwany przez ojca jednego z uczniów, a napastnik został zatrzymany; o jego losie zadecyduje sąd rodzinny. Motywy działania chłopca są nieznane.
Dramat w szkole podstawowej w Ptakach. Jak doszło do brutalnego ataku 11-latka z toporkiem?
Nauczyciele i uczniowie są w szoku. Wczoraj, tuż przed pierwszym dzwonkiem, na szkolnym korytarzu, 11-letni chłopiec niespodziewanie zaatakował toporkiem młodszą o rok dziewczynkę. Przed kolejnymi uderzeniami powstrzymał go pan Mariusz, ojciec jednego z uczniów, który odprowadzał syna na lekcje.
Ranna 10-latka błyskawicznie trafiła do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Ma obrażenia głowy. Jest mocno przestraszona, ale na szczęście, jak zapewniają lekarze, jej życiu nie grozi niebezpieczeństwo. – Wykonano tomografię komputerową głowy pacjentki. Trwa dalsza szczegółowa diagnostyka. Dziewczynka jest przestraszona, ale jej stan jest stabilny. Na pewno pozostanie przez jakiś czas w szpitalu – przekazała Aneta Łukowska, rzeczniczka UDSK w Białymstoku. Dziewczynce w klinice towarzyszą jej bliscy.
Dlaczego to zrobił?
Nie są znane motywy ataku. Napastnik został zatrzymany, o jego losie zadecyduje sąd rodzinny. Bożena Dobrowolska (47 l.), mama Marcela, który widział atak, nie może pojąć skąd ta agresja u 11-latka. - To szok dla nas wszystkich - mówi ocierając łzy.
W środę, 23 września, w szkole w miejscowości Ptaki nie odbędą się zajęcia lekcyjne. Uczniowie spotkają się natomiast z psychologiem. Decyzja ma związek z dramatycznym zdarzeniem, do którego doszło dzień wcześniej. Policja ustala motyw działania nastolatka, a mieszkańcy z niedowierzaniem pytają: "jak mogło do tego dojść"...
- On chodził z moim synem do klasy. Nigdy bym o nim złego słowa nie powiedział. Wielokrotnie się z nim widziałem. Bywał u nas na podwórku - mówi jeden z mieszkańców w rozmowie z Radiem Eska. - Albo rodzice nie dopilnowali, albo wpływ miał tutaj internet, te filmiki w sieci, gry - dodaje drugi.
Jak ustaliło Radio Eska, w środę (22 września) zajęć w szkole, w której doszło do ataku - nie będzie. Uczniowie będą mieli spotkanie z psychologiem.