Pan Grzegorz początkowo nie wiedział, co jest powodem krzyków dobiegających w pobliżu bloku. Był w drodze do garażu, kiedy zaczął rozglądać się wokół. Wtedy dostrzegł dziecko znajdujące się na barierce balkonu. Mężczyzna pobiegł pod budynek i próbował nakłonić dziewczynkę, aby wróciła w bezpieczne miejsce.
Ja szedłem do garażu tam na rogu i słyszałem krzyki. Zacząłem się rozglądać i zobaczyłem to dziecko po barierce chodzące. Więc podbiegłem pod blok. Zacząłem krzyczeć do niego, żeby zeszło. [...] Ona w ogóle nie reagowała. Raz z jednej strony barierki się zwieszała, raz z drugiej. No i w końcu przebiegł ten pan z kocem. Wskoczyliśmy tam na dole. Taki balkon stojący jest szerszy. We trzech jeszcze 4 wołałem. No niestety, jakoś nikt nie podszedł. Rozłożyliśmy ten koc, spojrzałem w górę. Ona akurat się przesunęła na ten drugi róg, bo to narożne. Tylko zdążyliśmy się przesunąć i ona już w tej chwili spadła. Także tak, to już ostatnie sekundy były tam.
Koc trzymało trzech mężczyzn. Chciał, aby dołączyła do nich jeszcze jedna osoba. Dzięki temu materiał można byłoby mocniej napiąć. - Też wolałem, żeby ktoś czwarty podszedł, że ten koc mocniej naciągnąć, to już nikt się nie pojawił, czy nie chciał, czy się bał. Chociaż tam już ludzi coraz więcej się schodziło. Tak kiedyś w pogotowiu pracowałem, to różne przypadki się widziało - powiedział pan Grzegorz.
Ostatecznie mężczyźni zdążyli ustawić się w odpowiednim miejscu. Koc zamortyzował upadek dziewczynki.
4-latka pozostaje w szpitalu
Po zdarzeniu dziecko trafiło do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Lekarze pozostawili dziewczynkę na obserwacji. Jest poobijana, ale jej stan określany jest jako dobry. - Dziecko pozostaje w szpitalu na obserwacji. Jego stan jest obecnie dobry. Dziewczynka jest wprawdzie poobijana, natomiast nie zagraża to jej życiu. Jak wynika ze wstępnych informacji, w chwili zdarzenia sąsiedzi zareagowali natychmiast, rozwijając koc, który zamortyzował upadek dziecka. Ich szybka i zdecydowana reakcja mogła mieć kluczowe znaczenie dla życia i zdrowia - powiedziała Radiu Eska Aneta Łukowska z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Pan Grzegorz znał wcześniej dziewczynkę jedynie z widzenia. Kojarzył również jej ojca. - Trochę tam z widzenia tego ojca znam. Z tym dzieckiem to przychodził do sklepu. Znaczy najpierw nie wiedziałem, kto to jest. Dopiero jak ta dziewczynka już spadła, to poznałem, że to ona - powiedział pan Grzegorz.
Polecany artykuł:
Matka dziewczynki miała 0,7 promila
W chwili zdarzenia w mieszkaniu znajdowała się 27-letnia matka dziecka. Kobieta spała. Badanie wykazało w jej organizmie 0,7 promila alkoholu.
27-latka ma odpowiedzieć na pytania śledczych. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.