- 39-letni Szymon Jakubowski z Łap został okradziony.
- Fiat stał na posesji z kluczykami w środku – wcześniej korzystał z niego znajomy.
- Właściciel zgłosił sprawę na policję, nie licząc na szybkie odnalezienie pojazdu.
- Oficer dyżurny podczas przyjmowania zgłoszenia rozpoznał skradziony samochód przez okno komisariatu.
- Policjant zidentyfikował również kierowcę – znanego mundurowym 30-latka.
- Po krótkiej rozmowie telefonicznej mężczyzna przyjechał pod komendę i oddał kluczyki.
- Auto wróciło do właściciela jeszcze tego samego dnia.
Telefon od kolegi zmroził mu krew w żyłach. Szymon Jakubowski (39 l.) z Łap dowiedział się, od ktoś ukradł mu samochód. Złodziej miał ułatwione zadanie, bo w aucie, które stało na posesji, znajdowały się kluczyki. - Wcześniej pożyczyłem auto znajomemu. Ten w sobotę odstawił je na posesję z kluczykami w środku - dodaje mężczyzna.
- Nie wierzę. Przecież to 30-letni staruszek! – śmieje się dziś pan Szymon. – Nie ma wielkiej wartości. Ale ja tego Fiata naprawdę lubię. Sam go naprawiałem, doinwestowałem. Wbrew prawom mechaniki, w ogóle się nie psuje. Nie sądziłem, że ktoś połasi się na te cudo techniki - dodaje.
Ktoś ukradł mu samochód i raczej nie wyglądało to na głupi żart. - Nie miałem wielkich nadziei na odzyskanie wozu. Ale kradzież trzeba było zgłosić. Zadzwoniłem na policję – wspomina Jakubowski. I wtedy wydarzyło się coś jak z komedii. W trakcie przyjmowania zgłoszenia oficer dyżurny wyjrzał przez okno komisariatu w Łapach. Zanim trafił za biurko, latami pracował w drogówce. Jedno spojrzenie wystarczyło. – Mamy pana samochód. Proszę chwilę poczekać – powiedział i się rozłączył.
Czytaj też: Napad na stację benzynową w Białymstoku. Złodzieje uciekając gubili pieniądze
Po kilku minutach policjant zadzwonił i zakomunikował, że pan Szymon może przyjechać na komisariat po swoje auto. Jak to możliwe?
Okazało się, że funkcjonariusz przez okno rozpoznał nie tylko jadący pojazd, ale i kierowcę – dobrze znanego mundurowym miejscowego cwaniaczka. Wystarczył krótki telefon i kilka ostrych słów. Złodziej (30 l.) karnie posłuchał. Po chwili stał skruszony przed komendą, z kluczykami w ręku. – No to jest bezczelność! Ukradł auto i jeździł pod oknem komisariatu? – kręci głową właściciel. - Oprócz zaboru mienia okazało się, że złodziej złamał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Za to wszystko grozi mu 5 lat pozbawienia wolności - mówi podkom. Malwina Olszewska z KMP w Białymstoku.
- Więcej czasu zajęło wypełnianie papierów przy odbiorze auta niż samo poszukiwanie. Testują nową usługę dla ludności: łapanie przestępców przez okno i zatrzymywanie ich przez telefon, ale formalności trzeba jeszcze tradycyjnie - śmieje się Jakubowski.
Jego „skarb” znów stoi bezpiecznie pod domem. Tym razem – bez kluczyków w środku.