Pożar zabrał im dosłownie wszystko. "Zostaliśmy w samych piżamach, boso, ale mamy siebie!"

2026-04-28 10:36

To był dom naszych marzeń – drewniany, pełen ciepła, otoczony naturą. Wystarczyło kilka minut, by dom w Topolanach woj podlaskie oraz dorobek życia Rafała (40 l.) i Natalii (38 l.) Kondraciuków obróciły się w stertę gruzu i popiołu. Gdyby nie przytomność umysłu dzieci i bohaterstwo obojga rodziców, dziś opłakiwalibyśmy siedem osób. – To cud, że żyjemy – mówią łamiącym się głosem rodzice.

Ogień pojawił się w nocy

Tuż przed północą z poniedziałku na wtorek, 21 kwietnia wszyscy już spali. Pierwsze obudziły się dziewczynki – 13-letnia Gabrysia i 7-letnia Ania. Poczuły gryzący dym. Podniosły alarm, który uratował całą rodzinę.

Rafał zbiegł na parter, ale tam były już tylko dym i trzask płomieni. Prąd się wyłączył. Po omacku wrócił na górę. Gdy otworzył drzwi do pokoju, z którego można by skakać na trawę, buchnął na niego ogień. Płomienie w ułamku sekundy poparzyły mu twarz, ręce i nogi.

– Ostatnią drogą ucieczki było okno naszej sypialni, choć pod spodem były betonowe płytki – wspomina Rafał.

Skoczył, by ratować bliskich

Siedząc na parapecie, z poparzonym ciałem, zdążył jeszcze wykręcić numer 112.

– Chciałem, żeby wiedzieli, że skaczemy. Żeby wiedzieli, gdzie nas szukać, jeśli nam się nie uda – mówi. Jako pierwsza skoczyła Gabrysia (13 l). Widząc, jak dziewczynka upada na twarde podłoże, Rafał zrozumiał, że musi działać inaczej. Skoczył, by łapać resztę bliskich.

Natalia opuszczała dzieci jedno po drugim prosto w jego ramiona. Po chwili Kuba (5l.) Ania (7 l.) Krzysztof (9 l.) i Judyta (11 l.) stanęły bezpiecznie na ziemi. Gdy podawała ostatnie z pięciorga pociech, jęzory ognia parzyły ją już w plecy. Dopiero gdy sama bezpiecznie skoczyła w ramiona męża wiedzieli, że wygrali walkę o życie.

Żywioł zabrał im wszystko

Stali na mrozie, boso, w samych piżamach, a Rafał w samych bokserkach i z ranami od oparzeń. Patrzyli, jak ogień zabiera im dom. Strażacy, widząc jak szybko ogień się rozwija nie mieli wątpliwości:

– To cud że wszyscy wyszliście z tego cało!

Spotykamy ich tydzień później. Rafał właśnie opuścił szpital. Pomimo dramatu i utracie wszystkich dóbr materialnych, próbują się nawet uśmiechać. – Ważne, że jesteśmy wszyscy razem, zdrowi lub szybko zdrowiejący.

Historia Rafała i Natalii to opowieść o wielkiej miłości. Pobrali się na studiach, wbrew radom, by najpierw „się dorobić”. Wiedzieli swoje: rodzina jest najważniejsza, mogą żyć nawet pod mostem, byle razem. Rafał, pedagog i terapeuta, zawsze pomagał innym. Natalia dbała o domowy azyl dla ich piątki dzieci. Przetrwali już chorobę onkologiczną jednego z dzieci, przetrwają i to.

– Wyszliśmy z ognia z niczym. Nawet ubrania, które mamy na sobie, podarowali nam cudowni lekarze i pielęgniarki ze szpitala USK w Białymstoku – mówią.

Każdy może pomóc

Kondraciukowie stracili dach nad głową i każdą pamiątkę, ale ich serca pozostają nienaruszone. Choć dziś nie mają nic, paradoksalnie mają to, co najcenniejsze – siebie nawzajem.

Link do zbiórki gdzie można wspomóc rodzinę: https://zrzutka.pl/edv3hf.

Sonda
Wiesz co robić w przypadku pożaru?
Mieszkańcy Ząbek o pożarze, który strawił budynek mieszkalny. "To niewyobrażalna tragedia"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki