Rolnik z Podlasia bronił swojego bydła. "Gdyby nie brat, to by mnie tam zatłukli"

2026-03-10 10:30

Brutalny napad na rolnika spod Łap! Henryk Leszczyński (72 l.) chciał sprawdzić, czy jego bydło jest bezpieczne. Został powalony na ziemię i skopany przez zamaskowanych bandytów. – Myślałem, że mnie zatłuką – mówi hodowca.

  • 72-letni rolnik spod Łap został pobity przez zamaskowanych złodziei bydła.
  • Napastnicy przewrócili go na ziemię i kopali, gdy przyłapał ich przy zwierzętach.
  • Na miejscu stały już dwa byczki przywiązane do drzewa przy samochodzie sprawców.
  • Krzyki usłyszał brat rolnika, który przybiegł z metalowym narzędziem i spłoszył bandytów.
  • Policjanci zatrzymali pięciu mężczyzn podejrzanych o kradzieże bydła w regionie.
  • Z pastwisk zniknęło łącznie siedem sztuk bydła o wartości około 60 tys. zł.
  • Jednego z podejrzanych, działającego w recydywie, sąd aresztował na trzy miesiące.
  • Za kradzież rozbójniczą grozi kara do 10 lat więzienia.

Henryk razem z bratem Marianem (65 l.) od lat prowadzą wspólnie gospodarstwo. Hodują bydło rasy limousine. Zwierzęta pasą się na łąkach niedaleko domu, a bracia pilnują ich jak oka w głowie. Kilka dni przed dramatycznym zdarzeniem z łąki zniknęły dwie jałówki. – Człowiek myślał, że może ktoś je przepędził albo się rozbiegły. Nie spodziewaliśmy się, że to zorganizowana grupa złodziei – mówi Henryk.

Pod koniec października, późnym wieczorem, senior pojechał rowerem sprawdzić stado. Na polnej drodze zobaczył podejrzany samochód. Gdy podjechał bliżej i oświetlił teren latarką, zobaczył trzech zamaskowanych mężczyzn. Obok auta stały już dwa byczki przywiązane do drzewa. – Nawet nie zdążyłem zareagować. Rzucili się na mnie, przewrócili i zaczęli kopać. Jeden kazał mi leżeć na ziemi, dopóki nie odjadą – wspomina 72-latek.

Czytaj też: Krowy stały w odchodach, łańcuchy wrośnięte w skórę. Rolnik oskarżony o znęcanie się nad 22 krowami

Ktoś mówił potem, że chcieliśmy bawić się w bohaterów. Po prostu baliśmy się, że zanim przyjedzie policja, złodzieje zdążą odjechać ze zwierzętami. Nie spodziewałem się, że to tak agresywni bandyci. Na szczęście krzyki Henryka usłyszał jego brat. Marian przybiegł z pierwszym narzędziem, jakie miał pod ręką – wielka stalową „łapką” do wyciągania gwoździ.

– Gdyby nie brat, to by mnie tam zatłukli – mówi Henryk. Widząc nadbiegającego, uzbrojonego Mariana bandyci uciekli. Dzięki temu dwa byczki udało się uratować.

Leszczyńscy mówią, że to nie pierwszy raz, gdy ktoś kradnie im bydło. Kilkanaście lat temu złodzieje także wyprowadzili zwierzęta z pola. Tamta historia zakończyła się jednak zupełnie komicznie. – Przyszli do nas skruszeni. Mówili, że już wypuścili bydło i chcieli wręczyć pieniądze, żebyśmy wyciągnęli ich samochód z błota, bo utknęli na polu – wspomina rolnik.

Tym razem sprawa była dużo poważniejsza. Policjanci z Łap zatrzymali pięciu mężczyzn podejrzanych o kradzieże bydła w regionie. Według śledczych mają na koncie co najmniej pięć takich przestępstw. Z pastwisk zniknęło siedem sztuk bydła o wartości blisko 60 tysięcy złotych. Jeden z podejrzanych działał w warunkach recydywy i decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Za kradzież rozbójniczą grozi nawet 10 lat więzienia.

Człowiek całe życie pracuje przy tych zwierzętach. To nie tylko pieniądze, to kawał naszego życia – mówi Henryk Leszczyński. Rolnik uważa, że w Polsce nie ma dość surowej kary za kradzież bydła. - Ale dobrze, że ci bandyci trafili gdzie ich miejsce! - dodaje.

Rolnicy. Podlasie. Gienek i Sławek cieszą się z nadejścia wiosny

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki