Sprawa zaczęła się 16 sierpnia 2024 roku rano na drodze technicznej, wzdłuż stalowej zapory. Bartłomiej M. który od 11 godzin pełnił patrol związany z ochroną granicy i poszukiwaniem migrantów w rejonie szczególnie zagrożonym, o 6:20 potrącił służbowym autem wałęsającego się psa. Żołnierz, z którym pełnił tego dnia służbę, złożył meldunek i... powiadamia organizacje prozwierzęce.
Oskarżenie od początku twardo stało na stanowisku, że pies był widoczny, a kierowca miał czas na reakcję. W zarzucie była nawet mowa o znęcaniu się, czego skutkiem była śmierć zwierzęcia.
Sąd Rejonowy w Sokółce uznał, że doszło do przestępstwa, a kierowca umyślnie przejechał psa, choć miał możliwość zatrzymania lub wyhamowania pojazdu. Skazał oskarżonego nieprawomocnie na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Ma on też zapłacić 3 tys. zł nawiązki na rzecz organizacji zajmującej się pomocą zwierzętom. Dla Bartłomieja M automatycznie oznaczało to pożegnanie się ze służbą!
Dziś adwokat byłego już funkcjonariusza, mecenas Piotr Iwaniuk ripostuje dobitnie: – To, że pies był widoczny na nagraniach, wcale nie oznacza, że był przez kierowcę zauważony!
Obrońca w emocjonalnej mowie zadał przed sądem kluczowe pytanie, wskazując na rażące podwójne standardy: jak to możliwe, że żołnierze operujący na granicy już kilkukrotnie potrącili potężne żubry i nie ponieśli za to żadnych konsekwencji? Tymczasem doświadczony pogranicznik, realizujący w stresie szereg zadań i bacznie obserwujący linię graniczną, z powodu niezauważenia psa dostał wilczy bilet.
Czytaj też: Granica nie do przejścia? Straż Graniczna mówi o 100-procentowej skuteczności i pokazuje nagranie
Bartłomiej M. od początku głęboko żałuje tego, co się stało. Do dziś nie potrafi jednak zrozumieć zachowania kolegi z patrolu. Żołnierz, który siedział obok niego w samochodzie, nie ostrzegł go, że na drodze znajduje się zwierzę. Co gorsza, zamiast po ludzku wyjaśnić sprawę na miejscu, od razu powiadomił organizacje prozwierzęce. Służba była dla oskarżonego całym życiem. Wyrok skazujący odebrał mu chleb i honor. Dzisiejsza apelacja to walka o wszystko. Czy sąd w Białymstoku przywróci sprawiedliwość? Do tematu wrócimy.