Przed ambulansem znalazła się ciężarówka. Kierowca karetki, pod ogromną presją czasu, uznał, że potężny pojazd również zatrzymał się, aby zrobić mu miejsce. Nie mógł wiedzieć, że ciężarówka zatrzymała się by przepuścić przez przejście 10-letniego chłopca.
Ambulans zjechał na lewy pas. Uderzył dziecko, które wyszło za ciężarówki. Kierowca i ratownicy od razu udzielili dziecku pomocy. Chłopiec nie odniósł trwałych obrażeń. Sprawa jednak trafiła do sądu, a prokurator zażądał dla doświadczonego kierowcy pół roku więzienia w zawieszeniu. Ten proces to była gehenna dla kierowcy. Dla młodego ratownika medycznego sam fakt, że spowodował tak poważny wypadek było dramatem. Gdyby sąd uznał stanowisko prokuratora, byłby to koniec kariery kierowcy w służbie zdrowia.
17 września sąd zupełnie nie zgodził się z oskarżycielem. Sędzia Krzysztof Kozłowski podczas ogłaszania wyroku zwrócił uwagę na wyjątkowe okoliczności zdarzenia i nieadekwatny do winy, wręcz absurdalny wymiar proponowanej kary. - Nie wiem, czym oskarżony tak bardzo podpadł prokuratorowi, że domaga się 6 miesięcy więzienia! W ocenie sądu oskarżony na taką kartę nie zasługuję! - mówił sędzia.
Sąd nie wybielał kierowcy. Zgodził się, że nie zachował należytej ostrożności: „Faktycznie popełnił Pan błąd!”. Jednocześnie dostrzegł fatalny splot okoliczności. Chłopiec wszedł na przejście zza ciężarówki i nie zareagował na sygnały nadjeżdżającej karetki. A przecież już w przedszkolu uczy się podstaw bezpiecznego zachowania na drodze! Także postawa kierowcy od samego początku nie budziła zastrzeżeń. Pan od początku przyznawał się do winy i widać było, że bardzo przeżył to co się stało.
Czytaj też: Samochód uderzył w ciągnik. Kobieta nie żyje. Tragiczny wypadek pod Białymstokiem
Ostatecznie postępowanie wobec kierowcy zostało warunkowo umorzone. Oznacza to, że ratownik nie został skazany na karę więzienia ani też, w świetle prawa, nie jest osobą karaną. Dzięki temu nie straci prawa do prowadzenia ambulansu. Będzie mógł nadal ratować ludzi i realizować się w pracy.