Mała parafia na Podlasiu stała się celem pielgrzymek. Setki osób opowiadają o uzdrowieniach

Niewielkie Milejczyce na Podlasiu od kilku lat przyciągają pielgrzymów z całej Polski. Wierni przyjeżdżają, by modlić się przed obrazem Najświętszego Serca Jezusa Dobrego Pasterza, prosząc o zdrowie i pomoc w najtrudniejszych chwilach życia. Wielu z nich wraca z przekonaniem, że ich modlitwy zostały wysłuchane, a parafia każdego roku otrzymuje kolejne świadectwa niezwykłych łask.

Sercem tego miejsca jest obraz Najświętszego Serca Jezusa Dobrego Pasterza, którego historia sięga końca XVII wieku. Według miejscowej tradycji już przed wiekami przypisywano mu szczególną moc. Po Powstaniu Styczniowym, gdy carskie władze zlikwidowały katolicką parafię, a świątynię zamieniły na cerkiew prawosławną, obraz został ukryty pod deskami. Dzięki temu przetrwał okres represji i po latach ponownie trafił do kościoła.

Nowy rozdział w historii sanktuarium rozpoczął się po renowacji obrazu w 2019 roku. Od tego czasu do Milejczyc zaczęły napływać liczne świadectwa osób przekonanych, że modlitwa przed wizerunkiem przyniosła im niezwykłą pomoc.

Jedną z nich jest Ewelina Rudziejewska z Białegostoku. Kobieta opowiada, że przyjechała z siedmioletnią córką Marysią, która od niemowlęctwa zmagała się z ciężkimi problemami jelitowymi. – W maju przyjechałyśmy błagać o pomoc. Marysia od szóstego miesiąca życia zmagała się z ciężkimi problemami jelitowymi. Przez sześć lat szukaliśmy ratunku. Kiedy usłyszałam o Milejczycach, postanowiłam zawierzyć Jezusowi – mówi.

Jak relacjonuje, poprawa nastąpiła niemal natychmiast. – To nie był zwykły cud, ale prawdziwy „turbocud”. Już kilka godzin po modlitwie Marysia poczuła się lepiej. W ciągu pierwszej doby objawy, z którymi zmagała się przez całe życie, ustąpiły. Dziś jest zdrowym, radosnym dzieckiem. Przyjechałyśmy podziękować – dodaje.

Proboszcz parafii, ks. Jarosław Rosłon, od lat wysłuchuje podobnych świadectw. Wspomina również wydarzenie, które rozegrało się podczas jednej z Mszy Świętych. – Ksiądz, który przyjechał z pielgrzymką, zaczął się modlić. Kiedy zwrócił się do Serca Jezusa, kobieta od razu odzyskała przytomność i poczuła się dobrze. Dla wszystkich obecnych to naprawdę wyglądało jak wskrzeszenie – wspomina duchowny.

Jak przyznaje proboszcz, początkowo skrupulatnie dokumentował relacje pielgrzymów. – Przez pierwsze lata zbierałem świadectwa cudownych uzdrowień. W dwa lata miałem około 300 historii. W końcu było tego tak dużo, że przestałem. To maleńka parafia. Jest nas tu mniej niż czterystu wiernych z 23 okolicznych wsi. A tych interwencji przez siedem lat zebrałoby się na pewno około tysiąca. Gdzie miałbym przechowywać wszystkie dokumenty? – mówi ks. Rosłon.

Choć Kościół podchodzi do podobnych świadectw z dużą ostrożnością i każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny, Milejczyce z roku na rok odwiedza coraz więcej osób. Dla jednych to miejsce modlitwy i wyciszenia, dla innych – przestrzeń, w której, jak wierzą, doświadczyli wyjątkowej łaski.

To cuda Polski. Te perełki znalazły się na liście UNESCO

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki