Cuda na Podlasiu? Pani Ewelina wierzy, że to ją spotkało
Jest osobą wielkiej wiary. Dlatego klęczała i błagała o boską interwencję. Ewelina Rudziejewska (37 l.) z Białegostoku wierzy, że modlitwa przed obrazem odmieniła życie jej córki. Jej świadectwo wywołuje ogromne emocje.
- W maju przyjechałyśmy błagać o pomoc. Marysia (7 l.) od szóstego miesiąca życia zmagała się z ciężkimi problemami jelitowymi. Przez sześć lat szukaliśmy ratunku. Kiedy usłyszałam o Milejczycach, postanowiłam zawierzyć Jezusowi - opowiada pani Ewelina w rozmowie z reporterem "Super Expressu". Jak się okazało - poprawa przyszła natychmiast.
- To nie był zwykły cud, ale prawdziwy „turbocud”. Bo już kilka godzin po modlitwie Marysia poczuła się lepiej. W ciągu pierwszej doby objawy, z którymi zmagała się przez całe życie, ustąpiły. Dziś jest zdrowym, radosnym dzieckiem. Przyjechałyśmy podziękować - mówi nam wzruszona kobieta. Dalszy ciąg materiału znajduje się pod galerią ze zdjęciami z województwa podlaskiego.
Ksiądz mówi o dramacie i nagłym zwrocie akcji
Cud, o którym opowiedziała naszemu reporterowi pani Ewelina to nie jednostkowy przypadek. Ksiądz Jarosław Rosłon wspomina też dramatyczne wydarzenie podczas Mszy Świętej. Jedna z kobiet nagle upadła i przez około 15 minut leżała jak nieżywa. - Byliśmy przerażeni. Reanimacja nie przynosiła rezultatu - relacjonuje w rozmowie z reporterem "SE".
- Ksiądz, który przyjechał z pielgrzymką, zaczął się modlić. Kiedy zwrócił się do Serca Jezusa, kobieta od razu odzyskała przytomność i poczuła się dobrze. Dla wszystkich obecnych to naprawdę wyglądało jak wskrzeszenie - wspomina proboszcz.
Historia obrazu sięga końca XVII wieku. Według miejscowych przekazów wierni już dawniej przypisywali mu niezwykłą moc. W 1865 roku, po carskich represjach, zamknięto parafię katolicką, a rok później kościół zamieniono na cerkiew prawosławną. Wtedy to obraz ukryto pod deskami. Ks. Rosłon przyznaje, że początkowo dokumentował świadectwa pielgrzymów.
- Przez pierwsze lata zbierałem świadectwa cudownych uzdrowień. W końcu było tego tak dużo, że przestałem. To maleńka parafia. Jest nas tu mniej niż czterystu wiernych z 23 okolicznych wsi. Gdzie miałbym przechowywać wszystkie dokumenty? - zastanawia się duchowny.
Jedno jest pewne - po relacji pani Eweliny, do Milejczyc przyjedzie więcej praktykujących katolików.
Polecany artykuł: