- Piotr Moczulski nadal przebywa na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Białymstoku.
- Według jego brata mężczyzna nie odzyskał świadomości, a część zmian po wypadku jest nieodwracalna.
- Rodzina planuje przeniesienie 42-latka do specjalistycznego ośrodka, prawdopodobnie w Legionowie.
Brat Piotra Moczulskiego przekazał nowe informacje
Piotr Moczulski trafił do Polski pod koniec września, po specjalnym transporcie lotniczym zorganizowanym po jego wypadku na Filipinach. Po przylocie został przewieziony do szpitala w Białymstoku. Tam otrzymuje pomoc medyczną, ale pobyt w tej placówce nie może być rozwiązaniem na dłuższą metę.
Potrzebuje bowiem opieki i rehabilitacji, które będą prowadzone przez dłuższy czas. Dlatego jego bliscy wspólnie z lekarzami szukają ośrodka, który przejmie opiekę nad 42-latkiem. Jednym z rozważanych miejsc jest placówka w Legionowie.
Rodzina musi też uporządkować formalności związane z dalszą opieką. Tomasz Moczulski złożył wniosek o ubezwłasnowolnienie brata. Wyjaśnił „Faktowi”, że pozwoliłoby mu to załatwiać sprawy urzędowe w imieniu Piotra, w tym dotyczące jego renty. Bliscy czekają również na zatwierdzenie dokumentów związanych z ubezpieczeniem.
„Nie ma żadnej świadomości”
Najtrudniejsze pozostają informacje dotyczące stanu zdrowia 42-latka. Tomasz Moczulski przekazał, że brat nie odzyskał świadomości.
- Nie ma żadnej świadomości. To jest stan wegetatywny - powiedział w rozmowie z „Faktem”.
Według relacji Tomasza lekarze wskazują na rehabilitację jako sposób dalszej pomocy. Brat Piotra podkreśla jednak, że mężczyzna jest bardzo wyniszczony po długim okresie od wypadku i leczenia za granicą.
Wypadek, którego skutki odczuwa do dziś
Dramat Piotra rozpoczął się w kwietniu 2024 r. na Filipinach. Podczas podróży skuterem zderzył się czołowo z innym motocyklistą. Wypadek spowodował poważne obrażenia, w tym uraz głowy, obrzęk mózgu i liczne złamania.
Lekarze w Cebu uratowali mu życie, ale powrót do zdrowia okazał się bardzo trudny. Jak wcześniej relacjonował jego brat, podczas pobytu w filipińskim szpitalu stan Piotra się pogorszył. Tomasz twierdził również, że rehabilitacja została przerwana po wyczerpaniu środków zebranych przez fundację.
Bliscy dostrzegają niewielkie zmiany
Urazy pozostawiły poważne następstwa. Z relacji Tomasza wynika, że pęknięcie czaszki się zrosło, ale problemy dotyczą także biodra, które nie zrosło się prawidłowo. Jak przekazał, lekarze obawiają się operacji ze względu na ryzyko pogorszenia stanu pacjenta.
- Te zmiany są już nieodwracalne - powiedział brat 42-latka.
Mimo to bliscy zwracają uwagę na drobne oznaki zmian. Tomasz zauważył, że palce Piotra, wcześniej bardzo sztywne, stały się bardziej ruchome. Rodzina liczy, że rehabilitacja pomoże mu w codziennym funkcjonowaniu, choć lekarze nie przewidują dużej poprawy.