Sierżant Straży Granicznej po 11 godzinach służby przejechał psa. „Zrobili ze mnie sadystę”. Sąd nie miał litości

Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał byłego sierżanta Straży Granicznej Bartłomieja M. za winnego. Zdaniem sądu mógł i powinien był zauważyć psa. Jednocześnie sąd wskazał, że pas drogi granicznej nie podlega przepisom Prawa o ruchu drogowym, więc oskarżony nie musiał stosować się tam do zasad ostrożności obowiązujących na drogach publicznych.

Mężczyzna w todze sędziowskiej przemawia w sądzie. W tle siedzi oskarżony. O wyroku sądu przeczytasz na SE Białystok.
Autor: Kardasz Adam / Super Express Dramat pogranicznika z Podlasia. Wyleciał ze służby, bo potrącił psa. "To był nieszczęśliwy wypadek!"
  • Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok wobec byłego sierżanta Straży Granicznej.
  • Bartłomiej M. został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 3 tys. zł nawiązki.
  • Sąd uznał, że mężczyzna mógł dostrzec psa i zahamować przed nim.
  • Były funkcjonariusz twierdzi, że po 11 godzinach służby był przemęczony i nie zauważył zwierzęcia.
  • Mężczyzna nie zgadza się z wyrokiem i rozważa, co może zrobić dalej.

30-letni Bartłomiej M., jadąc nad ranem po 11 godzinach służby, przejechał psa, który biegł mu na spotkanie. Skazany tłumaczył, że prowadząc ogromną, terenową Toyotę, nie widział psa, którego kolor sierści idealnie zlewał się z kolorem piaskowej drogi. Na filmie z wypadku widać, że nie zwolnił, nie przyspieszył, nie skręcił i nie wykonał żadnego manewru, który sugerowałby jakiekolwiek świadome działanie. O biegnącym na ich spotkanie psie nie ostrzegł go też jadący z nim w patrolu żołnierz, który dopiero po fakcie zaczął się awanturować i krzyczeć: „Coś ty zrobił?!”. Bartłomiej M. jeszcze wtedy był przekonany, że najechał na przydrożny kamień lub pniak.

Sąd Rejonowy w Sokółce w pierwszej instancji skazał go na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 3 tysiące złotych nawiązki na cel związany z ochroną zwierząt, co potwierdził właśnie Sąd Okręgowy w Białymstoku. Sędziowie uznali, że kierowca miał możliwość dostrzeżenia i wyhamowania przed czworonogiem. Nie uznano za usprawiedliwienie wypadku faktu, że człowiek był skrajnie przemęczony wielogodzinną służbą i wykonywał w tym samym czasie inne zadania, takie jak pilnowanie granicy czy obserwacja płotu, skąd regularnie dochodziło do ataków kamieniami i butelkami.

– Byłem wtedy przemęczony. Po 11 godzinach służby zostałem skierowany na ten odcinek w sytuacji alarmowej, bo tuż obok była próba nielegalnego przekroczenia granicy. Może i mogłem zobaczyć tego psa, ale naprawdę go nie widziałem – mówi z żalem były sierżant SG.

Mężczyzna nie zgadza się z wyrokiem. Twierdzi, że żołnierz, który zeznawał w sprawie, nie uprzedził go o psie, a później zawiadomił organizacje prozwierzęce.

– Boli mnie, że skazano mnie za znęcanie się nad zwierzętami i dano wiarę żołnierzowi, który twierdził, że widział psa i był pewny, że ja też. Dlaczego nie powiedział ani słowem, że ten psiak biegnie w naszą stronę? Dopiero potem zaczął składać meldunki i powiadomił organizacje prozwierzęce. A wtedy już nikt nie chciał słuchać moich racji. Rozumiem miłośników zwierząt, ale widzę że często patrzą bardzo jednostronnie. Zrobili ze mnie sadystę, którym nie jestem!

Były funkcjonariusz podkreśla, że służba była dla niego ważna. Jak mówi, po nocnych patrolach wracał do domu, gdzie czekały na niego małe dzieci, a śmierć psa uważa za wypadek spowodowany zmęczeniem.

Czytaj też: Nowa jednostka wojskowa w Augustowie. Saperzy będą zabezpieczać Przesmyk Suwalski

– Czy ktoś wnikał w to, że po nocnych patrolach wracałem do domu, gdzie czekają na mnie małe dzieci, przy którym nie zawsze można się wyspać. O to mnie nikt nie pytał. Nikt też nie pamiętał, że byłem dobrym, nagradzanym funkcjonariuszem. Jest mi bardzo przykro, że pies zginął, ale to był wypadek! Chwila nieuwagi wynikła z przeładowania zadaniami i zmęczenia, a nie z chęci znęcania się. Ten wyrok przekreśla moja szanse na powrót do służby, która jest dla mnie ważna. Nie zgadzam się z tym wyrokiem, muszę przemyśleć, co teraz mogę jeszcze zrobić – kończy załamany mężczyzna.

Granica z Białorusią nie do przejścia? Straż Graniczna mówi o 100-procentowej skuteczności

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki