- Wracamy do sprawy zbrodni, którą została ujawniona w piątek (9 stycznia) po południu. Młody mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa oraz posiadania środków odurzających.
- Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Reporter "Super Expressu" rozmawiał ze zszokowanymi mieszkankami klatki, w której rozegrał się koszmar.
- - To jakaś przeklęta klatka schodowa! Krew wsiąkła w ściany i już jej nic nie zmyje - mówi, nie ukrywając emocji, Łucja Kozłowska (86 l.).
Bielsk Podlaski: Zabójstwo 67-latki. Syn wrzucił zdjęcia zwłok do sieci
O sprawie zabójstwa w Bielsku Podlaskim po raz pierwszy pisaliśmy 9 stycznia w godzinach wieczornych. Zatrważające jest również to, że syn po dokonaniu zbrodni wrzucił do sieci zdjęcie zwłok kobiety i noża. Fotografia pojawiła się w mediach społecznościowych. Nie publikujemy jej ze względu na wyjątkową drastyczność. Zatrzymany do sprawy 31-latek usłyszał zarzut zabójstwa oraz posiadania środków odurzających. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Bielsku Podlaskim.
Czytaj więcej o tej tragedii: Zamordował matkę. Zdjęcie opublikował w sieci. Szokujące szczegóły zbrodni
Mieszkanki Bielska Podlaskiego dla "Super Expressu": To jakaś przeklęta klatka!
- To jakaś przeklęta klatka schodowa! Krew wsiąkła w ściany i już jej nic nie zmyje - mówi nam, nie ukrywając emocji, Łucja Kozłowska (86 l.). - Mieszkam na tym osiedlu dobrze znałam panią Elżbietę, która została teraz zamordowana w mieszkaniu na parterze. Spokojna kobieta, zawsze się uśmiechała, nikomu nie wadziła. Znałam też małżeństwo, które zostało zamordowane prawie 30 lat temu. To też była głośna zbrodnia. W sumie trzy ofiary, ja tego nie pojmuję - dodaje poruszona seniorka.
Pani Łucja wraca myślami to wydarzeń z 1997 roku. - Pamiętam, jakby to było dziś, 1997 rok, drugie piętro, dokładnie nad mieszkaniem śp. Elżbiety. Janina i Józef T., starsze małżeństwo, znani byli w mieście, handlowali złotem. Przyszli do nich niby w interesach, a zamordowali ich bestialsko, na koniec udusili kablem. Podobno zadali im po kilkanaście ciosów. Krew była wszędzie - wspomina wstrząśnięta pani Łucja w rozmowie z reporterem "Super Expressu".
24 października 1997 r. w mieszkaniu Józefa i Janiny T., zjawili się Białorusin Aleksander Ś. i Tomasz S. Małżonkowie byli podejrzliwi, nie prowadzili interesów z nieznajomymi. Ale otworzyli drzwi, bo umówiła ich Grażyna P., którą dobrze znali od lat. Starsi państwo zostali zmasakrowani metalowym prętem i uduszeni kablem. Mordercy zabrali pół kilograma złotej biżuterii i 500 dolarów. Białorusin został skazany na 17 lat więzienia, Tomasz S. dostał 25 lat, a Grażyna P., 15 lat za podżeganie do zabójstwa.
- Wtedy myślałam, że gorzej już być nie może. A jednak mogło - wzdycha pani Łucja. - Dwie różne historie, ta sama klatka schodowa. Jedni zabici dla złota, Elżbieta przez własne dziecko. Jak tu spokojnie spać? Ja się boję wychodzić z mieszkania. Przeklęte, po prostu przeklęte miejsce - dodaje pani Elżbieta.