- Do tragedii doszło podczas andrzejek w Białymstoku.
- Mężczyzna zginął od ciosu nożem w klatkę piersiową.
- Oskarżony twierdzi, że działał w obronie koniecznej.
- Matka ofiary domaga się 18 lat więzienia dla 26-latka.
- Wyrok sądu odwoławczego ma zapaść w listopadzie.
Do zbrodni doszło podczas imprezy andrzejkowej, w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 2024 r. w jednym z mieszkań na osiedlu komunalnym w Białymstoku. Według aktu oskarżenia wziętym z kuchni nożem oskarżony zadał śmiertelny cios w klatkę piersiową ofiary.
Widząc skutek, uciekł i próbował się ukrywać. Według prokuratury pomogła mu w tym 28-letnia konkubina i jej brat.
Kobieta oskarżona została również o nieudzielenie pomocy ciężko rannemu, np. poprzez wezwanie pogotowia. Sąd pierwszej instancji skazał ją nieprawomocnie na rok więzienia, a jej brata na 5 tys. zł grzywny, stosując nadzwyczajne złagodzenie kary.
Wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku, który zapadł przed rokiem, zaskarżyły obie strony. Nie tylko obrońcy całej trójki oskarżonych, ale też pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej – matki zmarłego. Chce ona kar surowszych – 18 lat więzienia dla 26-latka oskarżonego o zabójstwo i 6 lat więzienia dla jego konkubiny. Wnioskuje też o podwyższenie – z 50 tys. zł do 150 tys. zł – zadośćuczynienia.
Obrońca głównego oskarżonego przekonuje, że to późniejsza ofiara sprowokowała całą sytuację swoim agresywnym zachowaniem, a oskarżony próbował eskalacji tych zachowań zapobiec. Odwoływał się do zeznań świadków – osób, które były wtedy w mieszkaniu.
– Był to w zasadzie instynkt przetrwania i odparcia tego ataku, który eskalował przez cały wieczór – mówiła w mowie końcowej mec. Katarzyna Gregorczuk-Praczuk.
W jej ocenie można mówić o obronie koniecznej ze strony oskarżonego, ewentualnie o przekroczeniu jej granic. Chce przede wszystkim uniewinnienia od zarzutu zabójstwa i obniżenia kwoty zadośćuczynienia.
Podobnie o spotkaniu mówił obrońca rodzeństwa oskarżonego m.in. o pomoc w ucieczce 26-latkowi. Też wskazywał na późniejszą ofiarę jako osobę, która wprowadziła najpierw na imprezie nerwowość, a ostatecznie doprowadziła do agresji.
Mec. Rafał Gulko mówił, że oskarżony odpierał atak drugiej strony.
– Bronił, można powiedzieć, swojego życia i pozwolił też uciec mojej klientce i właścicielce mieszkania – powiedział w mowie końcowej.
Inaczej przebieg zdarzeń przedstawia prokuratura i pełnomocnik matki zmarłego. Mec. Natalia Bohojło-Naumowicz mówiła, że nie była to przypadkowa sytuacja czy nieszczęśliwy zbieg okoliczności, a „zachowanie człowieka, który sięgnął po niebezpieczne narzędzie, a następnie skierował je przeciwko innemu człowiekowi, zadając cios w newralgiczne miejsce dla jego funkcji życiowych”.
Zwracała uwagę, że oskarżony poszedł do kuchni i wziął stamtąd nóż. Powiedziała też, że gdy sytuacja zaczęła eskalować i – od słowa do słowa – doszło do kłótni, mógł wybrać inne rozwiązanie, np. wyjść z mieszkania.
– To nie była reakcja obronna – mówiła o oskarżonym.
– To nie była równa walka, oskarżony nie musiał się bronić przed pokrzywdzonym. Nie było działania w obronie koniecznej lub przy przekroczeniu jej granicy – ocenił prok. Jacek Pletniewski z Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.
Prokuratura chce oddalenia obu apelacji.
– Bardzo żałuję tego, co się stało. Mimo tego, że zostałem oskarżony o zabójstwo, działałem w obronie koniecznej – mówił w ostatnim słowie oskarżony.
Twierdził, że uciekł, bo był w ogromnych emocjach, ale ostatecznie sam zgłosił się na policję. Przepraszał matkę ofiary.
Wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony w listopadzie