- Przyrodnicy chcą ograniczenia powierzchni zalewu Siemianówka.
- Mieszkańcy przypominają, że zalew jest podstawą lokalnej turystyki.
- Przedsiębiorcy obawiają się, że zmiany.
Spór o przyszłość zalewu Siemianówka wywołuje ogromne emocje wśród mieszkańców regionu. Przyrodnicy alarmują, że sztuczny zbiornik wpływa na pogarszającą się sytuację hydrologiczną Narwi i postulują ograniczenie jego powierzchni, by pomóc rzece odzyskać bardziej naturalny charakter. Mieszkańcy i przedsiębiorcy związani z turystyką obawiają się jednak, że takie działania mogą doprowadzić do gospodarczego załamania okolicy.
Budowa zalewu w latach 80. wiązała się z wysiedleniem mieszkańców i zalaniem kilku miejscowości, a przez ostatnie dekady wokół akwenu powstała rozbudowana baza turystyczna.
- Zabrali nam ziemię, wysiedlili setki osób i zalali wsie. To były niewyobrażalne ludzkie dramaty i jezioro łez. A kiedy po 30 latach akwen wrósł w region i zaczął przyciągać turystów z całej Polski, chcą nam go odebrać. Ekolodzy chcą spuścić wodę i zrobić tu bagno - mówią zgodnie mieszkańcy. - Ten eksperyment pogrąży nas, nasze rodziny i cały region! Jesteśmy przerażeni! – dodają.
Polecany artykuł:
Siemianówka to nie jakiś niewielki staw, ale trzeci największy sztuczny zbiornik w kraju. Przy maksymalnym napełnieniu zajmuje aż 32,5 km kw. powierzchni i gromadzi ponad 79 mln metrów sześciennych wody. Przez ponad trzy dekady wokół akwenu wyrosły pensjonaty, mariny, gospodarstwa agroturystyczne i firmy żyjące z turystyki. Mieszkańcy i przedsiębiorcy zastanawiają się czy kolejna ingerencja w Siemianówkę rzeczywiście pomoże Narwi, czy też stanie się kosztownym eksperymentem, którego skutki poniosą lokalne społeczności.
i
- Przyrodnicy z Narwiańskiego Parku Narodowego stwierdzili, że trzeba radykalnie ograniczyć zbiornik Siemianówka, bo rzeka wysycha. Mówią, że zapora zmienia naturalny charakter rzeki a duży akwen to duże parowanie! To oczywiste, ale dziś wszystkie rzeki wysychają, kiedy jest susza! Powyżej Siemianówki też Narew zanika. A oni znowu chcą robić eksperyment na przyrodzie, nie licząc się z ludźmi! - mówi Sebastian Demianowicz (44 l.), właściciel wypożyczalni i szkoły sportów motorowodnych Extreme Water w Starym Dworze.
Swoich obaw nie kryje Grzegorz Janciuk (31 l.), współwłaściciel Ośrodka Turystycznego Żubr Nad Zalewem w Starym Dworze. – Postawiliśmy obiekt na 60 miejsc noclegowych. To biznes, który rozwijaliśmy rodzinnie, od lat. Zaczął tato, z pierwszymi kwaterami. Planowaliśmy rozwój, postawiliśmy na turystykę. Wreszcie zaczęło się to zwracać. Pierwszy tydzień czerwca mieliśmy praktycznie pełne obłożenie. Powstała tu cała baza turystyczna, nie tylko moja. Są liczne agroturystyki, pensjonaty, wypożyczalnie sprzętu, mała gastronomia. To wszystko żyje dzięki wodzie – mówi.
Czytaj też: To nowy raj dla osób szukających spokoju. Jest podobny do Bieszczad
Mieszkańcy podkreślają, że przez lata zachęcano ich do inwestowania. Ceny działek rosły, pojawiali się nowi właściciele, a Siemianówka stała się jednym z najpopularniejszych miejsc wypoczynkowych na Podlasiu. Przyjeżdżają tu turyści z całej Polski.
Najwięcej emocji budzi jednak pytanie, czy osuszenie części akwenu rzeczywiście uratuje Narew. – Ekologia jest dla nas wszystkich ważna. Również od niej zależymy. Tylko skąd pewność, że to pomoże? Przecież problemy rzeki zaczynają się powyżej zbiornika. Inne rzeki też wysychają. Nie tylko Narew. Ktoś znowu zrobi eksperyment, zniszczy region, a konsekwencje poniosą mieszkańcy – zastanawia się Grzegorz Janciuk.
Spór się zaognia. Po jednej stronie stoją przyrodnicy, którzy chcą coś zrobić by ratować Narew. Z drugiej mieszkańcy, którzy mówią wprost: najpierw zabrano nam ziemię pod jezioro, a teraz chcą nam zabrać samo jezioro!