AKTUALIZACJA, wtorek 14 kwietnia, godzina 14. Jak ustalił dziennikarz Super Expressu, pracownicy Biaglassu doszli do porozumienia z prezesem firmy na warunkach, które zaproponował.
Wcześniej pisaliśmy:
- Zakład Biaglass został przeniesiony z Białegostoku do Pieńska na Dolnym Śląsku
- Pracownikom wcześniej grożono zwolnieniami dyscyplinarnymi za brak stawienia się w nowej lokalizacji
- Po interwencji PIP i protestach prezes zapowiedział rozwiązanie sprawy „zgodnie z prawem”
- 14 kwietnia pracownicy mieli odebrać wypowiedzenia, odprawy i świadectwa pracy
- Zamiast tego przedstawiono im dokumenty ograniczające prawo do 3-miesięcznego wypowiedzenia i odszkodowań
Wracamy do sprawy, którą opisywaliśmy już na naszych łamach. Chodzi o sytuację pracowników białostockiej huty szkła Biaglass, których zakład pracy został przeniesiony z Białegostoku do Pieńska na Dolnym Śląsku. Atrakcyjna działka, na której stała białostocka huta, została sprzedana deweloperowi. - Kto się nie stawi w Pieńsku, zostanie zwolniony dyscyplinarnie - straszył swoich pracowników. Po odebraniu opinii Państwowej Inspekcji Pracy, proteście z udziałem OPZZ i związków zawodowych oraz przy grupie dziennikarzy, prezes złagodził swoje stanowisko i obiecał rozwiązanie problemu zgodne z prawem i zasadami przyzwoitości. - Przyjdźcie, otrzymacie wypowiedzenia, odprawy, świadectwa pracy i uściśniemy sobie ręce - zapewniał.
We wtorek, 14 kwietnia pracownicy huty szkła Biaglass mieli odzyskać resztki godności. Zamiast tego przeżyli kolejny upokarzający policzek. Zamiast obiecanego uczciwego rozstania, zastali perfidną pułapkę! Ludzie płaczą z bezsilności: – Ten człowiek po prostu brzydzi się prawdą! - wściekają się.
Sceny, które rozegrały się pod hutą, łamią serce. 9 kwietnia prezes Czemiel publicznie obiecał: "Dostaniecie wypowiedzenia na cywilizowanych zasadach". Wierząc w te słowa, rzesza pracowników – niektórzy związani z zakładem od czterech dekad – przyszła po dokumenty ze łzami w oczach. Liczyli na należne odprawy i 3-miesięczny okres wypowiedzenia.
Zamiast obiecanych papierów, na stół wjechały "lojalki" rodem z najgorszego koszmaru. Dokumenty, które podsunięto załodze, pozbawiają ich prawa do 3 miesięcznego wypowiedzenia i odszkodowania za niemożność prac w tym okresie, zdejmują winę z pracodawcy za likwidację zakładu i akceptują przeniesienie firmy o... 700 kilometrów!
– Jak pan mógł obiecać co innego, a teraz bezczelnie się wycofać?! – pytali wściekli pracownicy. Odpowiedź prezesa zwala z nóg. – Mogłem, po prostu tydzień temu się pomyliłem – rzucił im prosto w twarz z ironicznym uśmiechem.
"To nie pierwszy raz, gdy prezes Czemiel mija się z prawdą. Obiecywał miastu, że nie zlikwiduje miejsc pracy, gdy chciał sprzedać atrakcyjny grunt. Obiecywał dziennikarzom transparentność. Dziś znowu oszukał nas, którzy budowali ten zakład własnymi rękami" - żalą się pracownicy firmy.
– On kłamie, patrząc ci prosto w oczy, jakby chciał cię zaklnąć, żebyś mu uwierzył – mówią rozgoryczeni hutnicy. – Powiedzieć, że czujemy się zdradzeni, to mało. Jak on może rano patrzeć w lustro?
- Czuje się zdradzona i poniżona - żali się 50-letnia Izabela Juźwik (50 l.)
Pracownicy zapowiadają walkę w sądzie. - Czy w tej hucie prawo w ogóle istnieje, czy liczy się tylko widzimisię szefa? - mówi pracownica z kilkunastoletnim stażem w Biaglassie.