Magdalena i Rafał P. po ślubie wprowadzili się do starego domu po jego matce we wsi koło Janowa. Mieli dwoje dzieci – rocznego wtedy synka i czteroletnią córeczkę. Pod jednym dachem mieszkali z dwiema babciami 29-latka, jego obłożnie chorą ciotką i wujkiem. Wyglądali na zgodne małżeństwo, choć wszyscy wiedzieli, że w ich domu często pojawiał się alkohol. Nie dało się też ukryć siniaków, które co jakiś czas Rafał miał na twarzy.
- Gdy go o nie pytałam, zawsze znalazł jakąś wymówkę: że się potknął albo że oberwał odpryskiem podczas rąbania drewna - opowiadała ciotka mężczyzny, Teresa B. (51 l.). Czy to możliwe, że Rafał był bity przez żonę? - Nigdy się na nią nie skarżył - zapewniała ciotka.
Feralnego letniego dnia 2016 r. małżonkowie byli na imprezie u znajomego. Do domu wrócili tuż przed zmrokiem. - Wtedy w całej okolicy nie było prądu, szybko zrobiło się ciemno. Rafał był podpity i zasnął w samochodzie - opisywała pani Teresa. Niedługo potem zasnęli także domownicy i nikt nie wie, co dokładnie się wydarzyło. - Rano Magda wpadła do mnie do pokoju. Krzyczała, że Rafał nie żyje i leży na podłodze w kuchni. Zadzwoniłam po karetkę - relacjonowała ciotka. Lekarz pogotowia stwierdził śmiertelne pobicie i wezwał policję.
Żona skatowała męża
Szybko wyszło na jaw, że mężczyznę skatowała... jego żona. - Kobieta jest podejrzana o bicie i kopanie męża po całym ciele, co spowodowało jego zgon. Przyznała się do winy - informowała Joanna Dąbrowska z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. W śledztwie 24-latka mówiła, że zazwyczaj nie bywała agresywna, a jej mąż łatwo nabawiał się siniaków. Po pijanemu obijał się o meble, a to jej przypisywano ich źródło. Tłumaczyła też, że Rafał był o nią zazdrosny. Zarzucał zdrady, wyzywał. Narzekał na to, że nosi duże dekolty. Dochodziło między nimi do rękoczynów.
Magdalena P. trafiła do aresztu tymczasowego. Rafał P. spoczął na cmentarzu w Janowie, a dziećmi małżeństwa zaopiekowali się krewni 24-latki.
"Ogólnie to był dobry człowiek"
W 2017 r. rozpoczął się proces mężobójczyni i zakończył się wyjątkowo szybko, ponieważ trwał tylko jeden dzień. Nie przesłuchano w jego trakcie ani jednego świadka. Według aktu oskarżenia, Rafał P. był popychany przez żonę na drzwi, przyciskany do framugi, okładany pięściami i kopany po całym ciele. Zmarł w wyniku krwotoku wewnętrznego, po tym jak pękła mu wątroba i śledziona. Kobieta przyznała się do spowodowania śmiertelnych obrażeń ciała, dobrowolnie poddała się karze i została skazana na 4 lata więzienia. Tłumaczyła, że działała w obronie własnej, ponieważ „mąż wiercił się w łóżku i kopnął ją w plecy, dlatego także zaczęła go kopać”. - Ogólnie to był dobry człowiek. Żałuję tego, co zrobiłam. Gdybym mogła cofnąć czas, bym go nie uderzyła. Ale musiałam się bronić - mówiła. Twierdziła też, że mąż niedługo później wstał z łóżka i wyszedł do innego pomieszczenia. Następnego dnia znalazła go martwego.
- Orzeczona kara 4 lat pozbawienia wolności jest karą adekwatną, odpowiednią do stopnia winy oskarżonej - uzasadniał sędzia Wiesław Żywolewski z Sądu Okręgowego w Białymstoku, który jako okoliczność łagodzącą uznał to, że Magdalena P. nigdy nie była karana, jest matką małych dzieci oraz, że mąż również zachowywał się wobec niej agresywnie.
Od wyroku nie odwoływała się prokuratura ani rodzina zmarłego.