"To był straszliwy widok". Kobieta brutalnie zamordowana w Hajnówce. Oskarżonemu mężczyźnie grozi 25 lat więzienia [ZDJĘCIA, WIDEO]

2021-01-21 14:27 vera PAP tem
To był straszliwy widok. Kobieta brutalnie zamordowana w Hajnówce. Oskarżonemu mężczyźnie grozi 25 lat więzienia [ZDJĘCIA, WIDEO]
Autor: Tomasz Matuszkiewicz/Super Express "To był straszliwy widok". Kobieta brutalnie zamordowana w Hajnówce. Oskarżonemu mężczyźnie grozi 25 lat więzienia [ZDJĘCIA, WIDEO]

O karę 25 lat więzienia wnioskuje prokuratura w procesie mężczyzny oskarżonego o współudział w zabójstwie 73-letniej kobiety, dokonanym w 1996 roku w Hajnówce (woj. podlaskie). Obrona chce uniewinnienia, kwestionuje poszlaki, na których śledczy oparli zarzuty, w tym badania DNA.

Sąd Okręgowy w Białymstoku zamknął w czwartek przewód sądowy, a strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura, oprócz kary 25 lat więzienia, chce też wypłaty po 30 tys. zł nawiązki córce i wnuczce zamordowanej przed laty kobiety. Wyrok ma być ogłoszony za tydzień.

Do zbrodni doszło 6 kwietnia 1996 roku. Skrępowane kablami zwłoki matki znalazła w mieszkaniu jej córka. W ocenie policji, zbrodnia miała motyw rabunkowy, a sprawcy (śledczy przyjmują, że nie była to jedna osoba) zakładali, że starsza pani ma w swoim domu dużo pieniędzy.

To był straszliwy widok – wspomina po latach w rozmowie z "Super Expressem" Jolanta Olszewska (68 l.), córka zamordowanej Stanisławy Zgutko (+73 l.) z Hajnówki.

Zabójca po 23 latach wpadł przez perfumy
Autor: Tomasz Matuszkiewicz Zabójca po 23 latach wpadł przez perfumy

1 kwietnia 1996 r. przyszła do mamy w odwiedziny. Znalazła ją martwą, leżącą na podłodze z rękoma i nogami skrępowanymi kablami elektrycznymi. Starsza pani była brutalnie bita, miała zmasakrowaną twarzą i została uduszona. 

Przez lata sprawców tego przestępstwa nie udało się ustalić. W 2019 roku umorzone przed laty śledztwo podjęli na nowo policjanci z podlaskiego Archiwum X, zajmujący się nierozwiązanymi sprawami. Wspólnie z funkcjonariuszami komendy powiatowej w Hajnówce ponownie analizowali zebrane dowody, gromadzili nowe i sprawdzali ślady zabezpieczone na miejscu zbrodni.

Sąd Okręgowy w Białymstoku. Oskarżony o zabójstwo 73-latki w Hajnówce zasiadł na ławie oskarżonych po... 24 latach od zbrodni

Posiłkowali się m.in. badaniami DNA, których nie można było wykonać w śledztwie prowadzonym tuż po zbrodni. To pozwoliło ustalić tożsamość jednej z osób, która mogła dopuścić się tego zabójstwa. Analiza wskazała na ówczesnego mieszkańca Hajnówki, który po zbrodni przeprowadził się do podbiałostockiego Wasilkowa. To osoba wcześniej już znana policji i wiązana ze sprawą, która jednak od 1996 roku nie miała żadnego konfliktu z prawem.

Po przeprowadzce mężczyzna pracował jako kierowca w jednej z firm transportowych w powiecie monieckim. Pod koniec grudnia 2019 roku został zatrzymany przez policyjnych antyterrorystów na trasie między Mońkami a Knyszynem, gdy wracał do domu po pracy.

Prokuratura Rejonowa w Hajnówce postawiła mu zarzut zabójstwa, połączonego z rozbojem. Śledczy przyjmują, że kobieta zmarła wskutek uduszenia. Sprawcy przeszukali jej mieszkanie, zabierając buteleczkę perfum; takie perfumy odnaleziono w domu oskarżonego. W ocenie prokuratury, przebieg zdarzeń mógł być taki, że sprawcy chcieli okraść mieszkanie pod nieobecność właścicielki. Ta jednak wróciła zastając złodziei, niewykluczone, iż znała któregoś z nich i z tego powodu została zamordowana.

Czytaj też: Hajnówka. Sprawca mordu z 1996 roku wpadł przez.. flakon perfum [NOWE FAKTY, ZDJĘCIA]

Oskarżony nie przyznaje się do winy. Wykonane dwukrotnie badania DNA potwierdziły obecność jego materiału genetycznego na miejscu zbrodni, choć zastrzega on, iż nigdy tam nie był.

Prokuratura przyznaje, że sprawa ma charakter poszlakowy, ale - w jej ocenie - ciąg tych poszlak składa się w spójną całość i wskazuje na oskarżonego, jako jednego ze sprawców (w prokuraturze w Hajnówce wciąż trwa śledztwo, którego celem jest ustalenie innych osób podejrzanych). W mowie końcowej prok. Ewa Dmitruk do poszlak zaliczyła wszystkie ekspertyzy, które udało się w śledztwie przeprowadzić (w tym badania DNA uznane za kluczowe), zeznania świadków, opinie profilerów kryminalnych; mówiła też, że oskarżony nie ma alibi na czas, gdy według śledczych doszło do zbrodni.

Zobacz też: Kamila i jej synek NIE ŻYJĄ. Niewyobrażalna tragedia młodej rodziny z Łomży

Prokuratura oceniła, że ślad kontaktowy DNA oskarżonego, ujawniony na górnej części sukienki zamordowanej staruszki świadczy o tym, iż był on osobą, która naciskała rękami na jej szyję i doprowadziła do zgonu. Powołując się na profilerów kryminalnych, prok. Dmitruk mówiła, że perfumy były atrakcyjnym przedmiotem dla oskarżonego (był to wówczas towar w kraju luksusowy), dlatego zabrał je z miejsca zbrodni.

- Społeczna szkodliwość czynu była bardzo wysoka (...) Takie nagromadzenie okrucieństwa, bestialstwa wobec bezbronnej, starszej, schorowanej kobiety, która została zaatakowana w swoim mieszkaniu, zasługuje na szczególne potępienie - mówiła wnioskując o karę 25 lat więzienia.

Obrona uważa, że istotne są jedynie dwie poszlaki, czyli wynik badań DNA i flakonik perfum. - Mam pewną trudność z mówieniem, iż mamy do czynienia z procesem poszlakowym, bo w takim procesie musimy znaleźć pewien łańcuch poszlak nierozerwalnie związanych, a ja tego łańcucha nie widzę - mówił mec. Leszek Kudrycki.

Wybierz najpiękniej rozświetlone miasto w Polsce! Do wygrania sprzęt o wartości 200 tys. złotych. Kliknij tutaj!

Cytował definicję procesu poszlakowego, w którym zebrane dowody mają wskazywać, że inna interpretacja poszlak jest niemożliwa. Wskazywał na wątpliwości dotyczące tzw. śladu kontaktowego DNA; np. na możliwość użycia przez sprawcę jakiejś odzieży oskarżonego (np. rękawic, czapki czy kurtki) oraz różne możliwe okoliczności, w jakich perfumy mogły znaleźć się w mieszkaniu oskarżonego.

- DNA kontaktowe, to jest właściwie coś tak wirtualnego, że nie wiadomo, o co chodzi. Nikt nie potrafi powiedzieć, co to jest, co to za materia, z jakiej części ciała danej osoby. Ale jedno jest ważne - DNA kontaktowe można przenieść - mówił Kudrycki. Mówił o procesach, w których przy takim dowodzie doszło do uniewinnień.

Zwracał też uwagę na godzinę zgonu, w jego ocenie inną, niż przyjmuje prokuratura (biegli przyjęli pewną rozpiętość czasową). I argumentował, że na ten czas jego klient ma alibi - pił wtedy alkohol z konkretną, znaną z nazwiska, osobą.