- 27-latek miał rzucić 6-miesięcznym synkiem o podłogę
- Niemowlę w stanie zagrożenia życia trafiło do szpitala
- Ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa
- Sąd aresztował podejrzanego na trzy miesiące
- Rodzina walczy o życie małego Filipka
Joanna Krysiuk (24 l.), mama Filipka, była naocznym świadkiem tragedii. Do dziś nie może uwierzyć, że mężczyzna, któremu ufała, zrobił coś tak potwornego. I nie może sobie darować, że nie zdołała zapobiec tragedii. – Znałam go od dwóch lat. Niektórzy mnie ostrzegali, ale dałam mu szansę. Wydawało się, że wszystko układa się dobrze. Chciałam, żebyśmy byli rodziną. 13 czerwca miały być chrzciny. Wszystko przygotowałam, a tu... To były dosłownie sekundy – mówi zrozpaczona matka.
- Mieliśmy właśnie razem rozwieszać pranie. Filipek zaczął płakać. Grzegorz jakoś tak dziwnie warknął do dziecka: „Cicho bądź!”. Coś mnie tknęło, bo to był dziwny, agresywny ton. Chwilę później powtórzył to jeszcze raz i poszedł do pokoju – wspomina pani Joanna.
Kobieta za nim pobiegła. Jeszcze kilka sekund wcześniej rozmawiali ze sobą spokojnie. Nic nie wskazywało, że może stać się coś złego. - Wyglądał jak inny człowiek. Był jakiś pobudzony, wściekły. Zupełnie nie rozumiałam, co się dzieje relacjonuje pani Joanna.
Rzucił dzieckiem o podłogę
Chwilę później wydarzyło się coś, czego nie zapomni do końca życia. Według jej relacji, Grzegorz S. wyjął Filipka z łóżeczka i na jej oczach dosłownie rzucił dzieckiem o podłogę. Główka niemowlęcia uderzyła o drewniane panele. – Od razu zadzwoniłam po pogotowie. Bałam się, że stracę synka – mówi ze łzami w oczach.
Ratownicy zabrali chłopca do szpitala. Badania wykazały bardzo poważne obrażenia. Lekarze w Białostockim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym rozpoczęli dramatyczną walkę o życie dziecka i zawiadomili policję. Funkcjonariusze rano zatrzymali 27-latka. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa połączonego ze spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd aresztował go na trzy miesiące. Grozi mu nawet dożywocie.
"Nie chcę już znać tego człowieka"
Matka nie kryje gniewu. – Nie chcę już znać tego człowieka. To był dla mnie szok. Za to, co zrobił Filipkowi, powinien zgnić w więzieniu. Nie ma dla niego żadnego usprawiedliwienia! – mówi stanowczo.
O zdrowie chłopczyka drży także dziadek, Jan Krysiuk (64 l.). – Modlę się za wnuka każdego dnia. Wierzę, że przeżyje, bo to też moja krew. Kiedyś sam cudem przeżyłem, gdy przygniótł mnie rosyjski traktor. Wierzę, że Filipek też wygra tę walkę – mówi wzruszony.
Czytaj też: Ponad 15 lat w zamknięciu. Jest decyzja w sprawie matki i siostry izolowanego rodzeństwa
Dla rodziny Grzegorz S. nie jest już ojcem, lecz zwyrodnialcem, który zmienił rodzinne marzenia w koszmar. Teraz wszyscy czekają na najważniejszą wiadomość – że mały Filipek wróci do zdrowia.